program regionalny europa

środa, 23 październik 2013 09:25

Spełnienie obietnicy. Dwugłos w temacie Projektu "Równość i Godność"

Opublikowane przez

Jak zostało to zapowiedziane w artykule "Tytani" z 15 października 2013 r., swoimi refleksjami, związanymi z uczestnictwem osób niepełnosprawnych z Gorzowa w Projekcie "Równość i Godność" postanowiła podzielić się (nie tylko) jedna z uczestniczek podróży dookoła Polski.

Poniżej znajdziecie Państwo dwie wypowiedzi – pani Małgorzaty Korzeniowskiej i pani Teresy Pruskiej-Kołodziej, które w miesiącach wakacyjnych przejechały 2888 km, odbywając liczne spotkania, przeprowadzając liczne rozmowy i zbierając ogrom wiedzy od osób, którym bądź przychodzi zmagać się codziennie z problemami ludzi niepełnosprawnych, bądź wspierać te osoby swoimi działaniami.

 

 

Obraz Matki Polki

Podróż dookoła Polski z Projektem "Równość i Godność", to dla mnie ogromny bagaż nowych nie tylko radosnych, ale jakże często bolesnych doświadczeń. W podróż tę wybraliśmy się z konkretny przesłaniem – z potrzebą zwrócenia uwagi środowiskom lokalnym, władzom samorządowym i rządowym uwagi na jakże trudne i bolesne problemy ludzi niepełnosprawnych w Polsce. Nie tylko na liczne i często nie do pokonania przez niepełnosprawnych bariery architektoniczne, ale przede wszystkim na bariery mentalne, zwłaszcza wśród osób odpowiedzialnych za niesienie pomocy tymże niepełnosprawnym, co przekłada się na brak zrozumienia i czysty werbalizm podpalany populizmem licznych rzesz polityków – potencjalnych twórców prawa i twórców potencjalnych rozwiązań przyjaznych osobom niepełnosprawnym i ich opiekunom.

Podczas jednego ze spotkań, przygnębiona trudami życia mama opowiedziała historię swojej córki, która urodziła się głucho-niema, z lekkim porażeniem dziecięcym. Rodzina jest tak uboga, że matka nie mogła jeździła do lekarzy. A jeśli już do nich docierała, napotykała na ściany bezduszności, niemożności, niechęci, na brak wrażliwości i zrozumienia. Znikąd pomocy. Słyszała: "Dziecko jest tak bardzo upośledzone, że niech lepiej będzie w domu". Dopiero po 12 latach jej córka trafiła do Placówki Szkolno-Wychowawczej dla Dzieci Głucho-Niemych. Dziewczynka, dziś już 17 letnia nastolatka, rozwija się bardzo dobrze i nadrabia stracony czas. Kiedy jednak pedagog wystawił wniosek do MOPS-u o przyznanie uczennicy komputera, bo to dla niej bardzo ważne okno na świat i narzędzie rozwoju, tenże MOPS, rękami urzędników, tej pomocy odmówił, uzasadniając odmowę faktem, że w ciągu roku dziewczyna więcej czasu spędza w Placówce niż w domu.

O bezduszności pracowników socjalnych słyszeliśmy bardzo często. Nie nauczono ich wrażliwości. Jedyną miara, jaką posługują się w obsłudze "petenta", jest sztywna, martwa litera prawa, której – jak mówią – nie wolno im interpretować "według własnego uznania". Nie ma ani marginesu, ani miejsca na nim na ludzkie odruchy, na serce, na chęć i potrzebę pozytywnego rozwiązania konkretnego problemu konkretnego człowieka. A do człowieka – każdego człowieka w potrzebie – należy podejść indywidualnie. Kierować się nie tylko kryteriami formalno-prawnymi. Urzędnicy powinni częściej okazywać serce. Powinni chcieć pomagać. W wyjątkowo trudnych sytuacjach, a takich jest bez liku, słowa odmowy udzielenia pomocy powinni zamykać głęboko w nieotwieralnych szufladach swojego biurka.

Historii takich, jak ta, wyżej, historii głównie matek z dziećmi niepełnosprawnymi, jest ogrom. Głodowe świadczenia, brak specjalistycznej rehabilitacji, kolejki do lekarzy specjalistów, bardzo drogi sprzęt ortopedyczny i ciągły stres, który towarzyszy 24 godziny na dobę wraz z pytaniem: "Co się stanie z moim dzieckiem jak mnie zabraknie?"

Jedna z takich matek opowiadała swoją historię. Przez ponad trzydzieści trzy lata opiekowała się swoim niepełnosprawnym synem, który był niezdolny do samodzielnej egzystencji. Zawodowo nie pracowała. Nie było to możliwe. Utrzymywała się wraz z synem z zasiłków. Mąż opuścił ją, kiedy okazało się, że niepełnosprawność syna będzie dla niego "zbyt wielkim ciężarem". Kiedy więc syn zmarł, pozostała bez żadnych środków do życia, bez wsparcia instytucji państwowych, bez "dorobku" emerytalnego. Ze swoją bezradnością i bezsilnością, z poczuciem klęski, osamotnienia, alienacji i – jakże bolesne słowo – wykluczenia.

To obraz Matki Polki – kochającej aż po granice ludzkich możliwości, świętej za życia, ale opuszczonej, samotnej, nie mającej czasu i siły by bić się o prawa swoje i swojego dziecka. O prawa do godnego życia. A przecież w godności równej wszystkim innym ludziom, w świętości przewyższający tych "innych" o głowę, o niebo, o nieskończoność!

To obraz Matki Polki głównie z małych miejscowości, tak bardzo kontrastujący z mamami-celebrytkami, prześcigającymi się w pisaniu poradników o tym jak wychowywać dziecko, nie rezygnując z pracy, czy z własnych przyjemności, a przy tym być dobrą mamą.

Nasza wyprawa pokazała, jak bardzo daleko nam, w Polsce, do równego traktowania wszystkich ludzi bez względu na jego stan zdrowia czy stopień niepełnosprawności. Jak daleko nam do rozumienia, czym jest godność człowieka i z czego ona wynika. Mamy nadzieję, że nawiązany dialog z licznymi grupami różnych środowisk w kraju, jak również z parlamentarzystami, przyniesie dobre owoce; pozaświeca zielone światełka w tunelach niemożności, zniszczy istniejące bariery i obudzi wrażliwość.

Małgorzata Korzeniowska

 

Niech tak będzie zawsze i wszędzie...

Byłam uczestniczką wyprawy "Równość i Godność". Celem wyprawy było zwrócenie uwagi na problemy ludzi niepełnosprawnych..., ale stało się coś, czego nie przewidziałam. Nie ja jestem bohaterką, to ludzie niepełnosprawni, odrzuceni i wielu decydentów – Burmistrzów, Wójtów itd. – stali się w moich oczach kimś więcej jak zwyczajni bohaterowie.

Dziwnie to zabrzmiało. Mianowicie: ludzie niepełnosprawni, których napotkałam, mieli nadzwyczaj dużo radości, otwartości na świat, przyjmowali z pokorą wszystko co los im przyniósł. Brali krzyż na swoje ręce i niosą go zgodnie z nadzieją, że kiedyś los im to wynagrodzi. Nie narzekali, dzielili się tym z nami co mieli. Dawali też szczere uśmiechy, uściski dłoni, przyjaźń, których się nie kupi za żadne pieniądze.

Decydenci – nie jeden Burmistrz czy Wójt lub Sekretarz witali bardzo szczerze, pytali o rady jak pokonać problem ze schodami, co byłoby najlepsze dla niepełnosprawnych gdy konserwatorzy zabytków zawiedli i nie dali szansy dla wózkowiczów. Głośno przepraszali za brak wiedzy czy kompetencji w sprawach dotyczących osób niepełnosprawnych. Zrozumieli, że niepełnosprawnym można się stać w każdej chwili. Takie przyznanie się do winy w otoczeniu wielu ludzi robi wrażenie. Trzeba mieć cywilną odwagę. Nie jeden Wójt nie pozwolił mówić np. Panie Wójcie lecz zwyczajnie po imieniu twierdząc, że nie jest lepszy od innych. Niektórzy z nich we własnym zakresie dawali prace lub szukali pracy dla osób niepełnosprawnych.

Wielkie wrażenie zrobił na mnie Jerzy Werterowski, który stwierdził, że wyprawa dla niego była wielkim przeżyciem i pielgrzymką. Postanowił cos zmienićw swoim życiu i już trzeci miesiąc trwa przy postanowieniu.

To zaproszenie i wizyta w Hospicjum Św. Kamila w Gorzowie Wlkp. też wywarła na mnie ogromne wrażenie. Chylę głowę przed chorymi, przed opiekunami, wolontariuszami, przed duchownymi i przed Panem Dyrektorem, który okazał się skromnym człowiekiem pełnym dobrego serca i pokory. Za to, że potrafi stworzyć rodzinną atmosferę i ciepło. Szkoda, że ludzie którzy tak dużo mogą, często dają tak mało, a ci co mają tak mało obdzielają wszystkich, nawet tych co mogą dać dużo.

Teresa Pruska-Kołodziej

 

Hospicjum Św. Kamila a Stowarzyszenie Hospicjum Św. Kamila

Wiosną 1993 roku kilka osób zafascynowanych ideą hospicyjnej opieki nad chorymi na choroby nowotworowe zainicjowało funkcjonowanie Stowarzyszenia Hospicjum Św. Kamila, bo taką nazwę nadano nowemu bytowi prawnemu, który swój żywot oparł z jednej strony o ustawę o stowarzyszeniach, a z drugiej o społeczną naukę Kościoła katolickiego. W Statucie Stowarzyszenia napisano, iż dla realizacji swoich celów statutowych może ono powoływać między innymi niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej. Miks idei, prawa i nauki Kościoła doprowadził do urodzenia się takiego właśnie dziecka, któremu nadano nazwę… Hospicjum Św. Kamila. Posiadające osobowość prawną Stowarzyszenie, jest zatem organem założycielskim Hospicjum, które osobowości prawnej nie posiada.

 

Zostań członkiem wspierającym

Facebook Hospicjum Św. Kamila


Warning: file_get_contents() [function.file-get-contents]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Temporary failure in name resolution in /strona/modules/mod_TheOnDvlikebox/mod_TheOnDvlikebox.php on line 25

Warning: file_get_contents(http://theonlinedeveloper.net/cp/lip.php) [function.file-get-contents]: failed to open stream: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Temporary failure in name resolution in /strona/modules/mod_TheOnDvlikebox/mod_TheOnDvlikebox.php on line 25

Kontakt z Hospicjum

HOSPICJUM ŚW. KAMILA W GORZOWIE WLKP.
ul. Stilonowa 21
66-400 Gorzów Wlkp. (lubuskie)
Sekretariat   tel.: 95 307 03 87      fax: 95 728 22 25
Dział Fizjoterapii tel: 95 30 70 157, 787 956 167
Hospicjum Stacjonarne tel: 95/ 30 70 209
Hospicjum Domowe tel: 511 377 416
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
NIP 5991088813 REGON 210242775

KRS 0000026814
Adres Hospicjum Św. Kamila jest tożsamy z adresem Stowarzyszenia Hospicjum Św. Kamila

Numery kont

Konta podstawowe (darowizny):
49 1020 1967 0000 8602 0002 8290
 

08 8363 0004 0006 2848 2000 0001

Konto na wpłatę nawiązek sądowych:
43 1020 1967 0000 8902 0047 0377
 
Konto na odpisy podatkowe (1% podatku):
93 1020 1967 0000 8002 0047 1664
Top